•Artykułów• : 211
•Odsłon• : 2619569
NA ZATARTEJ GRANICY
W dniu 26 IV 1930 roku w 17-tym numerze Tygodnika Ilustrowanego opublikowano artyku? pt. Na zatartej granicy autorstwa Zdzis?awa Marynowskiego.
Poruszony przez autora temat ukazuje r?nice w wczesnym poziomie cywilizacyjnym dwch odr?bnych miasteczek Dobrzynia i Golubia. Autor syntetycznie uj?? uwarunkowania lokalne, ktre by?y reprezentatywne dla wi?kszo?ci miast i wsi po?o?onych wzd?u? ca?ej dawnej granicy rosyjsko-pruskiej.
Poni?szy tekst doskonale wprowadza w klimat odr?bnych warunkw historyczno-etnicznych dla dwch przecie? polskich miast bli?niaczych. Autor ujawnia nazwiska animatorw spo?ecznych, ktrzy poprzez swoj? aktywno?ci? starali si?, aby granica by?a zatarta raz na zawsze.
Opisana idea zjednoczenia wewn?trznego doprowadzi?a, po dwudziestu latach od opublikowania przedmiotowego artyku?u, do prawnego po??czenia Golubia i Dobrzynia (5 V 1951 roku) w jeden o?rodek miejski pod nazw? Golub-Dobrzy? z przynale?no?ci? do powiatu w?brzeskiego. Przez kolejne dwadzie?cia lat obserwowali?my dalsze, stopniowe, zanikanie r?nic spo?eczno-gospodarczych i kulturalnych.
Przy lekturze artyku?u poznajemy autorw tego sukcesu, i to nie wszystkich, z dwudziestolecia mi?dzywojennego.
W tym miejscu nale?y wspomnie? o wielu bezimiennych wsp?autorach, ktrym przysz?o dzia?a? na rzecz wewn?trznej integracji, ale w latach powojennych XX wieku. Chocia?by urz?dnikw, ktrzy prawid?owo wykonywali swoja prac? i nie dzielili petentw ze wzgl?du na ich miejsce zamieszkania, co w pewnym okresie czasu by?o regu?? w dzia?aniach r?nych instytucji. A mo?e nauczycieli, tych staraj?cych si? usadza? dzieci w klasie, a?eby w jednej ?awce siedzia? ucze? i z Golubia i z Dobrzynia. Albo zwyk?ych mieszka?cw, ktrzy zdecydowanie reagowali na ulicy na wzajemne wyzwiska dzieci wracaj?cych ze szko?y ty bosy Antku, ty Kongresowiaku, ty Krzy?aku, ty Pomorzaku.
Tym wszystkim bezimiennym autorom stworzenia jednej spo?eczno?ci lokalnej, wsplnej dla wszystkich Ma?ej Ojczyzny Golubia-Dobrzynia, jest dedykowany niniejszy artyku?.
Redaktor, luty 2011r.
?rd?o:
Tygodnik Ilustrowany, nr 17, z dnia 30 kwietnia 1930
http://www.bcul.lib.uni.lodz.pl/dlibra
![]()
Nie wszystkie rzeki s? tak szerokie jak Wis?a, nie wszystkie miasta tak du?e jak Warszawa, a rzeczy donios?e dziej? si? nie tylko w stolicach.
Ba! W ogle, kto wie, czy to, co dzieje si? w stolicy, zawsze jest najwa?niejsze. A je?li nawet tak jest, to nie dla wszystkich. Ka?dy zak?tek kraju ?yje w?asnym ?yciem, posiada w?asne wielkie zdarzenia, w?asne smutki, w?asne rado?ci, w?asne walki i w?asne triumfy.
Dla ludzi, patrz?cych z dala, ze sto?ecznej perspektywy, mo?e si? to wydawa? b?ahe i ma?e. Ale to si? tylko tak wydaje, bo nie mo?na zdarze? mierzy? wielko?ci? tereniu, na ktrym si? rozgrywaj?.
By?em w tych dniach w ma?ym miasteczku i tam w?a?nie ogl?da?em rzeczy donios?e. By?em na zatartej granicy. Nie tak to od Warszawy daleko. Kilka godzin jazdy samochodem, ma?o nawiedzanymi, a wi?c na nasze stosunki, doskona?ymi szosami.
Nad dawn? granic? niemieck?, le?? dwa ciekawe miasteczka Golub i Dobrzy?. Wzorem Tacyta mo?na by o nich powiedzie?, ?e dzieli je male?ka rzeczka i g??boka przepa?? kulturalna i cywilizacyjna.
Dziwne to zjawisko. Oba miasteczka granicz? ze sob? tak blisko, gdyby nie rzeka Drw?ca i parometrowy most na niej, trudno by zgadn??, gdzie si? jedno z nich ko?czy, a drugie zaczyna.
Po lewej stronie rozsiad? si? na pagrkach prastary Golub. Niewielki jest, ale szczelnie i porz?dnie zabudowany. Histori? swoj? si?ga g??boko w przesz?o??, w ?redniowiecze, gdy krzy?acy, przez Konrada Mazowieckiego do Polski sprowadzeni, tutaj za?o?yli jedno z pierwszych swoich warownych gniazd.
Na wysokiej grze widniej? wspania?e ruiny, albo nawet nie ruiny, tylko nieco zr?bem czasu szarpni?ty, masywny, czerwony kasztel z dobrze zachowanymi renesansowymi ozdobami. Stary zamek, w ktrym przez pewien czas mieszka?a Anna Wazwna, do dzi? panuje z wysoka nad okolic? po obu stronach rzeki, nadaj?c jej swoisty charakter.
W miasteczku samym wida? ?lady starej, odwiecznej kultury. Prcz ko?cio?a zachowa?o si? dobrze kilka domw, a w?rd nich bardzo ciekawa, stara gospoda z drewnianymi podcieniami.
![]()
S?siedni Dobrzy? jest wiekiem znacznie m?odszy. Niegdy?, za czasw przedrozbiorowych, nie graniczy? tak blisko ze starszym Golubiem. Lecz nadesz?y tragiczne czasy rozbiorw.
Wwczas to, przemoc? rozdzieleni, s?siedzi zacz?li posuwa? si? ku sobie coraz bli?ej i bli?ej. Oba miasteczka przysun??y si? do samych brzegw rzeczki, jakby wci?gaj?c ku sobie ramiona. Lecz by?o co? silniejszego, ni? rzeka, co je dzieli?o. Oto po jednej i po drugiej stronie, na przeciwleg?ych wylotach mostu stan??y dwa budynki posterunki celne. W Golubiu niemiecki, w Dobrzyniu rosyjski.
![]()
Dwa polskie miasteczka znalaz?y si? po przeciwleg?ych stronach granicy, ktra je dzieli?a, a zarazem zbli?a?a. Ba! Niespodziewanie nawet sta?a si? ich ?ywicielk?.
Przyjechawszy do Dobrzynia, uda?em si? z Panem Warszewskim, jednym z tamtejszych patrycjuszy, do Golubia.
- Czy widzi pan ten pusty sklep w rynku? zapyta? mj uprzejmy przewodnik, wskazuj?c naro?n? kamienic?.
- Kiedy? by? tutaj olbrzymi dom towarowy.
- Taki wielki w tak ma?ym miasteczku.
- Tak, w?a?nie. Przed wojn? nie by? za wielki.
- Czy uby?o ludno?ci?
- Nie, lecz zniesiono granic?. Widzi pan, za czasw zaborczych oba miasteczka ?y?y z tak zwanego szmuglu. Siedz?c nad sam? granic?, wszyscy niemal mieszka?cy posiadali sta?e przepustki, czyli tak zwane p?paski. Dzi?ki nim ruch pograniczny by? bardzo o?ywiony, a na mo?cie trwa?a nieustanna cyrkulacja. Oczywi?cie, ?e w ten sposb bardzo ?atwo by?o uprawia? przemytnictwo.
- No, a w?adze celne? Wtr?ci?em naiwnie.
- W?adze? Prusakom przecie? to nie przeszkadza?o, ?e przychodzimy do nich kupowa?, z celnikiem rosyjskim rozmowa na ten temat by?a bardzo uproszczona za par? groszy, za par? rubli zale?nie od okoliczno?ci potrafi? by? ?lepy i g?uchy. W ten sposb na tym zapad?ym pograniczu rozkwita? handel. Teraz pan rozumie dlaczego Golub posiada takie pi?kne sklepy, takie okna wystawowe, jakich nie powstydzi si? i Warszawa. To pozosta?o?ci z dawnych czasw.
![]()
- A czemu? nie posiada ich Dobrzy??
- Ano, r?nica w gospodarce. Tutaj rz?dzili Niemcy, a tam Rosjanie. Tutaj ufundowano wspania?? rze?ni?, gazowni?, elektrowni?, po?o?ono doskona?e bruki, kanalizacje etc. A tam? Kt? mia? dba? o miasteczko licz?ce cztery i p? tysi?ca mieszka?cw? Przecie? chyba nie Moskal, a samorz?du nie by?o.
Rzeczywi?cie r?nica w wygl?dzie jest ogromna. Dobrzy? licz?cy o tysi?c mieszka?cw wi?cej od s?siada, jest brudny, ?le zabudowany, wyboisty, zaniedbany.
![]()
Rzucaj?c okiem na prawo i lewo, informowa?em si? dalej u mego rozmwcy.
A czy nie da si? teraz, gdy jest ju? w?asny samorz?d, doci?gn?? Dobrzynia do poziomu Golubia?
- Da? by si? da?o, gdyby mo?na by?o przezwyci??y? r?ne przeszkody i uprzedzenia. My ju? dawno zabiegamy o po??czenie obu miasteczek. Da?oby to od razu kilkadziesi?t tysi?cy rocznej oszcz?dno?ci, gdyby si? znios?o szereg zb?dnych, podwjnych instytucji. Samo skasowanie magistratu da?oby trzydzie?ci par? tysi?cy. A przecie? oprcz tego mamy tu podwjn? stra? ogniow?, podwjne posterunki policji i szereg podwjnych urz?dw.
Mj przewodni westchn?? i mwi?:
- Niestety na przeszkodzie wszystkiemu stoj? r?ne osobiste ambicje i cz??ciowo powik?ane stosunki. Nie bez znaczenia jest fakt, ?e dzi? w radzie miejskiej Dobrzynia mniejszo?? narodowa posiada wi?kszo?? g?osw, gdy tym czasem w Golubiu wcale nie ma mniejszo?ci, a wi?c przy po??czeniu owa mniejszo?? straci?aby cz??ciowo swoje wp?ywy na gospodark?. A wreszcie szereg innych r?nic. Sto lat z ok?adem niewoli wycisn??o wsz?dzie swe pi?tno.
Tak, tak. Sto lat niewoli. Gdy istnia?y granice, zdawa?o si?, ?e nie ma r?nic mi?dzy Polakami, lecz gdy granice zmazano z karty Europu, c? si? okaza?o! R?nice wychowania, r?nice urz?dze? spo?ecznych, pogl?dw politycznych, metod gospodarczych. Co krok to cier?, co krok to nieporozumienie. I tak jest nie tylko tu, ale i w ca?ej Polsce.
Ale w?a?nie ma?y Dobrzy? i ma?y Golub, a przynajmniej szlachetniej i m?drzej my?l?ca cz??? obywateli podj??a prac? nad zacieraniem ?ladw zatartego kordonu.
Trzem ludziom zawdzi?cza to pogranicze zrealizowanie donios?ej i wielkiej idei. Radny miejski i kupiec Warszewski i doktor weterynarii Terlikowski z Dobrzynia oraz s?dzia Zdanowicz z Golubia podj?li i przeprowadzili my?l stworzenia uniwersytetu ludowego dla ludno?ci obu miasteczek.
Przy wsplnym ognisku wiedzy nabierzemy wsplnych zainteresowa?, wsplnych zami?owa? i dojdziemy na koniec do braterskiego porozumienia rozumiej? ci, ktrzy wierz?, ?e s? dzie?mi wsplnej matki, rozdzielonymi jedynie przez z?o?liwy los.
Dlatego to powiedzia?em na pocz?tku, ?e donios?e rzeczy dziej? si? nie tylko w stolicach, bo oto w male?kim, odci?tym od ?wiata miasteczku narodzi?a si? donios?a idea zjednoczenia wewn?trznego. Widzia?em budynek tego uniwersytetu. Zaprowadzi? mnie tam pan Terlikowski, energiczny i wytrwa?y propagator zjednoczeniowej my?li.
- C? to za budynek? Co si? tu dawniej mie?ci?o?
- Okaza?y gmach, co? u?miechn?? si? pan Terlikowski.
- Jak na Dobrzy? to nie ?le, h?? To dawna rosyjska komora celna.
Zaiste dziwne bywaj? zrz?dzenia losu. A wi?c to w tym budynku, ktry niegdy? symbolizowa? rozdzia? pomi?dzy obu po?aciami kraju, ma si? dokonywa? ich wewn?trzne scalanie.
Zapyta?em o program uniwersytetu.
- Nie jest on podobny w swym za?o?eniu do uniwersytetw Towarzystwa Czytelnictwa Ludowego.
- Przede wszystkim nie obejmuje w programie rolnictwa, lecz stawia sobie cele oglnokszta?c?ce. Wyk?ady odbywa? si? maj? co niedziela. Do programu wchodzi zarwno historia, jak i nauka o Polsce wsp?czesnej, geografia, jak i ekonomia, higiena pospo?u z fizyk?, a dalej literatura, rachunkowo??, poj?cia o prawodawstwie, krajoznawstwo etc. etc.
- A kto b?dzie wyk?ada??
- Miejscowe nauczycielstwo, miejscowa inteligencja, a wreszcie od czasu do czasu postaramy si? kogo? ?ci?gn?? ze stron odleglejszych. Z pocz?tku b?dzie mo?e trudno, lecz z czasem praca nasza musi wyda? po??dane owoce.
S? w Polsce wsz?dzie rzeczy cudowne, s? pi?kne krajobrazy, s? wspania?e zabytki, s? skarby artystyczne, s? bogactwa kopalne, lecz najpi?kniejsze i najciekawsze s? ludzkie poczynania i ludzkie serca. Wystarczy wyjecha? za miasto i oczy szeroko otworzy?, pami?taj?c, ?e s?u?? do patrzenia, by nas ol?ni? obraz tego, co si? dzieje doko?a. Obok z?a i n?dzy, ktre krzycz? do nas same, jest dobro, pi?kno i bogactwo czynu, ktry w cicho?ci, bez rozg?osu toruje drog? ku lepszej przysz?o?ci.
Zdzis?aw Marynowski