•Artykułów• : 211
•Odsłon• : 2620076
CZTERY ?WIECE
Cz??? I
Dzisiejszym artyku?em rozpoczynamy cykl tekstw, ktre po?wi?cimy dawnym mieszka?com powiatw rypi?skiego i lipnowskiego. Reprezentantom r?nych kultur, obyczajw i wyzna?; rzymskokatolickiego, ewangelickiego, moj?eszowego oraz prawos?awnego.
Zgodnie z przyj?tym planem redakcyjnym zamierzamy, poprzez cykliczne teksty popularno naukowe, podtrzymywa? umowny ogie? pami?ci czterech ?wiec symbolizuj?cych r?ne wyznania, ktrych przedstawiciele przez wiele lat wsplnie zamieszkiwali ziemi? dobrzy?sk?.
Opracowanie prezentowane w cz??ci I powsta?o na podstawie artyku?u autorstwa Micha?a Bo?tryka; Opowie?? na dwa g?osy. Cz??? I Pierwsza gildia, opublikowanego w 2004r. w Orthodoxii - Przegl?dzie Prawos?awnym www.przegladprawoslawny.pl .
S? to bardzo ciekawe wspomnienia Andrzeja Nieczajewa, pochodz?cego z rodziny rosyjsko-polskiej, syna Anny Baza?skiej Polki i Aleksandra Nieczajewa Rosjanina - lekarza 10 Rypi?skiej Brygady Stra?y Granicznej, ktry leczy? w Rypinie, Lubiczu oraz w Dobrzyniu n.Drw?c?.
Barwna historia ?ycia ?p. Andrzeja Nieczajewa mo?e stanowi? gotowy scenariusz filmowy.
Korzystaj?c z okazji pragniemy podzi?kowa? Panu Micha?owi Bo?trykowi za wyra?enie zgody na wykorzystanie artyku?u jego autorstwa.
W toku podtrzymywaniu ognia w ?wiecy symbolizuj?cej grup? mieszka?cw wyznania prawos?awnego, w niedalekiej przysz?o?ci planujemy rwnie? artyku?y o 10-tej Rypi?skiej Brygadzie Stra?y Granicznej oraz ju? nieistniej?cych cerkwiach prawos?awnych w Rypinie i Lipnie.
Naszych czytelnikw posiadaj?cych jakiekolwiek materia?y na powy?sze tematy, prosimy o kontakt poprzez poczt? portalu.
Redaktor, marzec 2012r.
Pochodz?
z rodziny rosyjsko-polskiej - zacz?? opowie?? pan Andrzej. - Mama, Anna
Kasparowna Baza?ska, by?a Polk?.
Nieczajewowie wywodz? si? z samarskiej guberni, na ?rodkowym Powo??u. Pradziad Fiodor by? kupcem samarskim pierwszej gildii. Gildia to
kupiecka organizacja z podzia?em na trzy kategorie, w zale?no?ci od posiadanego
kapita?u. Mj pradziad by? milionerem.
Nieczajewowie handlowali we?n? na wielk? skal?. Ale swoich owiec nie mieli.
Brali w arend? du?e stada, wypasali je, owce strzygli, we?n? sprzedawali.
Dochody czerpali tak?e z m?ynw nad Wo?g?.
Mj dziadek Andrzej ju? nie by? taki bogaty, jak jego
ojciec Fiodor. Mj pradziadek mia? dziewi?cioro dzieci. Wszystkie je dobrze
wyposa?y?. Mj dziadek Andrzej mia? czworo dzieci, troje z nich, w?rd nich mj
ojciec, Aleksander, zdoby?o wy?sze wykszta?cenie.
Dziadek prowadzi? wielkie interesy, nigdy si? nie myli? w obliczaniu procentw,
a do 35 roku ?ycia nie umia? czyta? i pisa?. Tej sztuki nauczy? go by?y
?o?nierz, ktry wcze?niej ods?u?y? 25 lat w armii Miko?aja I.
Nieczajewowie to tak zwani jedinodworcy, czyli szlachta
szaraczkowa. Nie odrabiali pa?szczyzny, ale i nie mieli ch?opw
pa?szczy?nianych.
Z jedinodworcw, w wielu przypadkach, powstawa?a klasa
kupiecka i przemys?owa.
Mj ojciec Aleksander urodzi? si? w 1869 r. w Jekatierinowce.
Jekatierinowka liczy?a jakie? cztery tysi?ce mieszka?cw, mia?a szko?? ziemsk?
i szpital. Mj ojciec, po uko?czaniu szko?y ziemskiej w Jekatierinowce, uczy?
si? w gimnazjum klasycznym w Samarze. Tam na wysokim poziomie wyk?adano ?acin?,
grek?, francuski, niemiecki. Angielskiego nauczy? si? sam. I te j?zyki ojciec
zna? bardzo dobrze.
Po uko?czeniu gimnazjum wst?pi? na uniwersytet w Kazaniu i
rozpocz?? studia medyczne. W tym samym czasie, opowiada? p?niej ojciec, na
prawie studiowa? urodzony w Symbirsku W?odzimierz Uljanow, znany jako
spo?ecznik i organizator r?nych akcji studenckich. Na czwartym roku ojciec
przenis? si? do Sankt Petersburga, na Cesarsk? Wojskow? Akademi? Medyczn?,
ktrej poziom by? bardzo wysoki. I tam ojciec w 1895 roku otrzyma? dyplom
lekarza.
Chcia?bym tu na chwil? z dziewi?tnastego wieku przenie?? si?
na pocz?tek XXI. Mj syn Igor jest
chirurgiem plastycznym, znanym w ?wiecie medycznym. Mieszka i pracuje w
Szwecji. Zapraszaj? go na wyk?ady i pokazowe operacje w ca?ym ?wiecie. W 2003
roku mia? je w Moskwie i Petersburgu. Na tych kongresach wyk?ady prowadzone s?
po angielsku. Mj syn wyg?osi? wyk?ad po rosyjsku, czym bardzo zadziwi?
gospodarzy. - W?a?nie w tej Akademii - powiedzia? syn - mj dziadek studiowa? i
zdoby? dyplom lekarza. Zainteresowanie synem w Petersburgu jeszcze bardziej
wzros?o.
Ale powr?my na koniec dziewi?tnastego wieku.
Mj ojciec otrzyma? pierwsz? prac? lekarza wojskowego w
Kerczu na Krymie. Lekarze, prawnicy, duchowni w carskiej armii nie mieli stopni
wojskowych. Ojciec mia? cywilny tytu? radcy stanu. To odpowiada?o randze
pu?kownika.
Z powodu nieszcz??liwej mi?o?ci, tak p?niej opowiada?a mi
starsza siostra, porzuci? Kercz w 1901 roku i przyjecha? pod Toru?, na wczesn?
granic? rosyjsko-niemieck?.
Ojciec
by? chirurgiem w 10 rypi?skiej pogranicznej brygadzie. Mieszka? w Lubiczu nad
Drw?c?, dwana?cie kilometrw od Torunia. By?y dwa Lubicze - jeden po stronie
niemieckiej, drugi po rosyjskiej. Stacja kolejowa, z ktrej mo?na by?o wyjecha?
do Kongreswki, znajdowa?a si? po stronie niemieckiej. Stosunki
niemiecko-rosyjskie do pierwszej wojny ?wiatowej by?y bardzo dobre. Niemieccy
oficerowie przechodzili na stron? rosyjsk? i z tamtej poczty wysy?ali do
Niemiec kartki "serdeczne pozdrowienia z rosyjskich stepw".
Ojciec, oprcz wype?niania obowi?zkw wojskowych, mia? prawo
prowadzenia prywatnej praktyki. W ten sposb pozna? moj? matk? - Ann? Baza?sk?
z M?y?ca nad Drw?c?.
Historia maj?tku w M?y?cu tak?e zas?uguje na uwag?.
-Mj dziadek ze strony matki, jej ojciec - Kacper Baza?ski
- sprzedawa? i kupowal maj?tki, przenosi? si? z miejsca na miejsce. Bardzo
lubi? polowania. W 1894 roku pojecha? zim? pod granic? prusk?, do Lubicza.
Faktorzy ?ydowscy pokazali mu olbrzymi ogrd i dwr we wsi M?yniec. Na znak, ?e
nie sprzedaj? kota w worku, w jednym miejscu odgrzebali ?nieg i pokazali czarn?
ziemi?. Dziadek naby? t? posiad?o??. Na wiosn? ?niegi stopnia?y. Oczom jego
ukaza?y si? same piaski, na domiar z?ego na pocz?tku XX wieku sp?on?? od po?aru
dwr w M?y?cu.
Ale nigdy nie nale?y rozpacza?. Okaza?o si?, ?e w tych
piaskach kry? si? ogromny kapita?. Ot? Niemcy wkrtce rozpocz?li budow? kolei
z Torunia do Gda?ska. ?wir sprowadzali z zaboru rosyjskiego, spod hektarw
dziadka, bo by? ta?szy. Wybudowano na Drw?cy most eksterytorialny i
w?skotorwk?, przyjecha?o kilkudziesi?ciu kopaczy spod Kielc, setki wagonw
wozi?o ?wir.
Dziadek mia? dwch synw i pi?? crek. Najm?odsza za
pieni?dze uzyskane ze ?wiru sp?dzi?a rok we Francji, Italii i Szwajcarii. W
Warszawie otworzy?a kawiarni?.
Ale, niestety, wybuch?a wojna. Most spalono. Lokomotyw?
Niemcy zabrali, ze sto wagonikw zosta?o. Na ponad stu morgach rozci?ga?a si?
pustynia z pagrkami.
Osobliwo?ci? maj?tku w M?y?cu by?o tak?e to, ?e dziadek naby?
ziemi? razem z ko?cio?em pojezuickim, stoj?cym w parku. Klucze do ko?cio?a by?y
u dziadka. Na odpust ?w. Ignacego (Loyoli) przyje?d?a?o oko?o tysi?ca ludzi i
dewastowa?o kompletnie park.
Tak wi?c, maj?c matk? Polk? i dziadka w?a?ciciela ko?cio?a,
mia?em zadatki i na Polaka, i na katolika.
?lub moich rodzicw - Aleksandra i Anny - odby? si? w 1901
roku w cerkwi w Aleksandrowie (miejscowo?ci nazwanej na cze?? Aleksandra II),
dzi? z dodatkiem - Kujawski. Rodzice do wybuchu pierwszej wojny ?wiatowej, z
powodu pracy ojca, mieszkali w M?awie, Cz?stochowie, Busku Zdroju, Rypinie.
Z Rypina w 1914 roku ojciec poszed? na wojn?, ktr? odby?
jako lekarz naczelny 82 szpitala polowego na froncie rosyjsko-niemieckim. Z
ojcem na froncie by?a moja mama. Ja urodzi?em si? 5 sierpnia 1914 roku w
Piotrogrodzie.
Pierwsze moje wspomnienie - spacer nad morzem z ojcem. By?
wieczr, lata?y czajki, sta?y rybackie statki. Ja trzyma?em ojca za ma?y palec.
Spacerowali?my w Pernau w Estonii. To nieprawdopodobne, ale wtedy mia?em dwa
lata. Potem wspomnienia pojedynczych fragmentw ?ycia z Wielkich ?ukw: front,
?o?nierze ?wicz? na podwrku.
Wkrtce front przesta? istnie?, szpital, w ktrym ojciec
pracowa?, rozp?yn?? si?. Przyjechali?my do Rybi?ska. Stamt?d mieli?my p?yn??
statkiem po Wo?dze do Samary, gdzie mieszkali rodzice mojego ojca, siostry i
brat. Nic z tego nie pami?tam. Historie, ktre si? zdarza?y, znam z opowie?ci
rodzicw i niani.
Przed wyjazdem, w Rewlu, ojciec stawa? przed komisj? Rady
?o?nierskiej. A tam nie by?o ?artw. Kiere?ski ukazem nr 1 og?osi? zniesienie
dyscypliny wojskowej, nieoddawanie honorw, prawo do dyskusji - atakowa? wroga
czy nie.
Rady ?o?nierskie decydowa?y tak?e o tym, kto b?dzie dowdc?.
I taka rada spyta?a ojca:
- Kara?e? ?o?nierzy?
- Tak - odpowiedzia? ojciec. - Pracowa?em w szpitalu, a tam
musi by? dyscyplina, bo inaczej zgin? inni pacjenci.
I to go uratowa?o. Wrci? do domu ?ywy.
Na dworcu w Rybi?sku, przed wyp?yni?ciem, ojciec zostawi?
pi?kne meble. Zastanawia? si? g?o?no, czy dojad? one do Jekatierinowki, dok?d
zmierzali?my.
Linia kolejowa od Samary do W?adywostoku by?a wwczas
opanowana przez legion czeski. Ta formacja w?a?ciwie nikomu nie podlega?a.
- Czy nie przepadn? moje meble? - dopytywal si? ojciec u
naczelnika stacji w Rybi?sku. - Panie, ca?a Rosja ginie, a pan martwi si? o
jakie? meble - us?ysza?.
I prosz? sobie wyobrazi?, w tak niepewnym czasie meble
przyjecha?y do Jekatierinowki.
W Jekatierinowce ojciec dosta? prac? lekarza w by?ym szpitalu
ziemskim. Od tego czasu ju? wszystko pami?tam. Najpierw zastali?my tam Czechw,
p?niej przyszli czerwoni ?otysze (oni tworzyli najwierniejsze pu?ki
bolszewikw). W pobliskiej wsi Iwanowka, gdzie by?y zak?ady chemiczne, pojawili
si? Niemcy, ktrzy szybko nawi?zali wsp?prac? z sowietami.
Pami?tam mj pierwszy kontakt z cerkwi?, do ktrej chodzi?em
w Jekatierinowce z niani?.
-?ycie stawa?o si? coraz ci??sze. Cz?sto w minionych latach
bywa?y okresy suszy. Ale w czasach carskich by?a dobrze zorganizowana
samopomoc. Teraz ?wiat si? zawali?. Ludzie jedli bia?? glin?, trociny, puchli i
umierali, jak muchy.
Tam, nad Wo?g?, nawet w czasach normalnych jest trudno, a to
z powodu malarycznych terenw. Mieli?my co trzy dni dreszcze, gor?czk?, ble
g?owy. Tubylcy znali na to lekarstwo - pili parzony pio?un. Ciekawe, ?e to im
pomaga?o. Z medycznego punktu widzenia mo?na to wyt?umaczy? tylko si??
autosugestii.
W czasie g?odu na Powo??u zjawi?y si? Amerykanki z
Hooverowskiej ARA (taki komitet pomocy). Rozdawano kasz? mann? i sacharyn?. Nie
znali?my sacharyny. Mama ugotowa?a kasz? i doda?a jej za du?o. Mnie to
odrzuci?o. Przez wiele lat nic s?odkiego nie mog?em wzi?? do ust. - Amerykanie
oduczyli mnie je?? s?odycze - mwi?em.
By? rok 1922. Zacz?li?my si? zbiera? do wyjazdu z Rosji.
Rodzina mamy wrci?a wcze?niej do M?y?ca i napisa?a do nas: - Przyje?d?ajcie.
W?adze polskie, ku zdziwieniu ojca, zgodzi?y si? na nadanie
mu obywatelstwa. A to dlatego, ?e pracowa? ponad pi?tna?cie lat na ziemiach
Polski. Nikomu nie przeszkadza?o, ?e pracowa? w armii carskiej. Zreszt? carscy
urz?dnicy, ktrzy pracowali w Kongreswce, wwczas dostawali emerytury w
Polsce.
W Niegore?oje - Sto?bcach przekroczyli?my granic?. Uda?o si?
w kufrze ze schowkami przewie?? brylanty. Ja w kieszeniach mia?em papierowe
kierenki. Ale mnie nie rewidowano.
Do M?y?ca dotarli?my w ko?cu sierpnia 1922 roku. Ojciec
dosta? pozwolenie na prywatn? praktyk?. Pracowa? w Dobrzyniu nad Drw?c?.
W domu nasza rodzina rozmawia?a po rosyjsku. ![]()
W szkole
zaczyna?em od recytacji wierszyka "Kto ty jeste?? Polak ma?y".
W gimnazjum uczy?em si? w Brodnicy. Ciekawy przypadek -
spotka?o si? tam trzech synw carskich oficerw z 10 Pogranicznej Rypi?skiej
Brygady, ktrych wojna rozrzuci?a w r?ne strony Rosji: Nikitin, Usow i
Nieczajew. Dwch pierwszych sta?o si? katolikami, bo ich rodzice przechrzcili.
By?em tam jedynym prawos?awnym. Najbli?sz? cerkiew mia?em w
Toruniu, sze??dziesi?t kilometrw od Brodnicy. To oczywiste, ?e do niej nie
je?dzi?em. W szkole by?a trzy razy w tygodniu msza. Na pocz?tku chodzi?em tam.
Od czwartej klasy przesta?em. Niektrzy katolicy te? nie zawsze ucz?szczali na
msz?.
Katecheta pyta?: - Kto nie by? na mszy? Klasowy ministrant do
spraw religii wylicza? nazwiska. Katolicy wstawali, katecheta po prostu ich
bi?. Ja wsta?em i mwi?: - Prawos?awny. Mnie nie uderzy?. Przez trzy lata
chodzi?em na religi?. Ksi?dz mnie nigdy nie pyta? z katechizmu.
Od klasy pi?tej przesta?em chodzi? na religi?. Na ?wiadectwie
napisali mi: religii wyznania prawos?awnego nie udzielano. Nawet na ?wiadectwie
maturalnym z 1935 roku mia?em taki wpis. I tu mg? by? k?opot. W tamtym
systemie o?wiatowym musia? by? stopie? z religii. Wida? to sito nie by?o g?ste,
bo uda?o mi si? przez nie przemkn??.
Na studia medyczne pojecha?em do Poznania. W auli
uniwersyteckiej przeczyta?em og?oszenie, ?e na Uniwersytecie Pozna?skim
dzia?aj? ko?a studentw Rosjan, Niemcw, Ukrai?cw, ?ydw. Od razu poszed?em na
spotkanie studentw Rosjan, przy ulicy Focha 72, z "czaszk? czaja".
By?o nas ze dwadzie?cia osb. Sporo studentw z tzw. Kresw - z Sarn, Brze?cia,
Wilna, Rwnego. Byli tak?e studenci z ?odzi.
Ko?o Studentw Rosjan by?o organizacj? apolityczn?,
prowadz?c? bardzo szerok? dzia?alno?? samokszta?ceniow? w zakresie historii i
kultury rosyjskiej. Zebrania odbywa?y si? co tydzie?, zawsze z wyk?adem na
odpowiedni temat. By?em prezesem ko?a. Kuratorem by? prof. Witold Klinger,
ojciec Jerzego Klingera.
W Poznaniu by?a cerkiew. Za?o?yli j? emigranci rosyjscy -
denikinowcy. Batiuszk? by? o. Aleksander Bogaczow, z bia?ej armii
Denikina.
Na nabo?e?stwa chodzili?my w grupie studentw Rosjan.
Rozmawiali?my wy??cznie po rosyjsku.
Po liturgii, by? to pa?dziernik 1937 roku, wyszli?my z
cerkwi. - O, prawos?awna barysznia! - kto? z nas powiedzia?.
Podbiegli?my do niej. Nie wiedzia?em, ?e biegn? na spotkanie swojego losu.
Wszyscy przedstawili?my si?. Barysznia te? si? przedstawi?a: - Nina
Roszczycka. Nie mia?em wtedy poj?cia ?e to crka sekretarza synodu, Jerzego
Roszczyckiego.
Nina studiowa?a w Pa?stwowej Szkole Ogrodniczej. Przychodzi?a
na zebrania Ko?a Studentw, spotykali?my si? w cerkwi.
-Jaki wwczas by? stosunek Polakw do Rosjan? Raczej
oboj?tny. Pod koniec dwudziestolecia by?o gorzej. Bardzo dobry by? stosunek do
nas tych Polakw, ktorzy kiedy? mieszkali w Rosji, a nie tylko znali Rosj? z
polskich gazet.
Ale w ko?cu lat 30. Polska zmierza?a ku faszyzmowi - Falanga,
ONR, zapatrzenie w Hitlera... Mia?em na studiach koleg? Polaka, ktry biega? na
kroniki filmowe do kina i z lubo?ci? ogl?da? hitlerowskie parady. M?odzie? z
ONR krzycza?a podczas dni anty?ydowskich: "?yd to w?ciek?y pies, ktrego
trzeba zabi?!"
Ju? na pierwszym roku studiw zetkn??em si? z przera?aj?cymi
scenami. Na uniwersytecie w listopadzie prze?y?em dni anty?ydowskie. Prosz?
sobie wyobrazi? takie sceny: na dwustu studentw medycyny by?o pi?ciu ?ydw.
Aula zape?niona nie tylko studentami, ale i m?tami z ulicy. Prawie wszyscy
wo?aj?: "Zabij ?yda!" Profesor o?wiadcza, ?e w takich warunkach nie
mo?e prowadzi? wyk?adu i wychodzi. ?ydzi salwuj? si? ucieczk?, skacz?c przez
balustrady. Niektrzy z nich zostali dotkliwie pobici.
Dla mnie to by? szok i groza. Mj ojciec by? humanist? i
demokrat?. W Dobrzyniu, na cztery i p?
tysi?ca mieszka?cw, dwa i p? tysi?ca by?o ?ydami. Zawsze razem bawili?my si?
i nikomu to nie przeszkadza?o.
Wkrtce na uniwersytecie wprowadzono getto ?awkowe, potem
numerus nullus. ?ydw w ogle nie przyjmowano na medycyn?.
Ale i stosunki z Niemcami si? psu?y. Beck w kwietniu 1939
roku wyg?osi? znane przemwienie. Dla narodowcw by? to szok. Dotychczas Hitler
by? ich bohaterem, bo walczy? z ?ydami.
Po tym przemwieniu ze stu studentw wysz?o na ulice
Poznania. Skierowali si? pod niemiecki konsulat skanduj?c: "Pojedziem z
Poznania do Berlina powiesi? Hitlera, bo to ?winia". Wyrzucono z
uniwersytetu Niemcw. Gniew obrci? si? tak?e przeciwko studentom Rosjanom,
ktrych wyrzucono z Bratniej Pomocy i Ko?a Medykw.
W 1939 roku, latem, przyjecha?em do Warszawy na
praktyki studenckie w szpitalu ?wi?tego Ducha, ko?o synagogi na T?omackiem. Tam
zasta?a mnie wojna.
Pi?tego dnia wojny koledzy ?ydzi ze szpitala mwi?: -
Najlepiej pj?? i zapisa? si? do wojska.
Poszli?my do koszar na Woli. Przyj?? nas sier?ant, roz?o?y?
r?ce i powiada: - Panowie, nie mamy w co umundurowa? powo?anych.
W tym czasie pu?kownik Umiastowski nawo?ywa? przez radio: -
M?odzi m??czy?ni, opuszczajcie Warszaw?, kierujcie si? na wschd.
Przyznam si?, ?e nie my?la?em opuszcza? Warszawy.
Mieszka?em w ma?ym domu akademickim przy Cegielnianej. Nie
chciano mnie pocz?tkowo tam przyj??. Student narodowiec zajrza? do mego dowodu.
Tam napisane: wyznanie prawos?awne.
- No wie, kolega! - ?achn?? si?. - My nie mo?emy pana tu
przyj??! Kolega chyba rozumie, to jest fundacja spo?eczna. Ale poniewa? by?y
wakacje i pokoje by?y wolne, przyj?? mnie za op?at?.
Nawiasem mwi?c, twrca tej fundacji mia? nazwisko ?ydowskie.
W nocy z 7 na 8 wrze?nia, na rozkaz stra?y obywatelskiej,
bra?em udzia? w budowaniu barykady na Grjeckiej.
Wrci?em po nocy do akademika. Po drodze spotka?em koleg? z
Poznania, z Ko?a Studentw Rosjan - Eugeniusza Gryckiewicza. Wraca? z
praktyki w Zaleszczykach.
- Id?my do moich rodzicw - zaproponowa?. Jego rodzice
mieszkali w Kotrze, mi?dzy Pru?an? a Berez? Kartusk?. Ojciec by? duchownym.
Idziemy. Wzi??em ze sob? tomik wierszy B?oka wydany przez
"Berli?skie s?owo". Po drodze kupi?em w sklepie map? Polski i
bochenek chleba.
Idziemy. W dzie? upa?. Ludzie przy drogach sprzedaj? szklank?
wody z piaskiem za 50 groszy. Kupujemy. Pijemy. Idziemy dalej. Nocujemy w
kartoflisku. Piekielnie zimno.
W?drujemy szos? i ?piewamy "Dzi? jeden twj u?miech
Joanno..." Nadlatuje samolot. Zni?a si?. Puszcza po nas seri? i granaty.
Uciekamy w kartofliska, potem do lasu.
Za nami w?drowa?y tabory wojskowe i tysi?ce ludzi. Za chwil?,
gdy byli?my ju? w lasku, nadlecia?o nad szos? du?o samolotw. Kosz?cy lot.
Serie z karabinw. Na szosie masakra, j?ki, krzyki.
Potem w?drowali?my poboczami, daleko od drogi.
Podczas w?drwki spotkali?my znajomych Rosjan z Poznania.
-?dk? przeprawili?my si? przez Bug w okolicach Drohiczyna.
Potem bia?oruski ch?op, lichym konikiem, podwiz? nas do Kotry. Znamienne co
zobaczy?em na plebanii: du?y portret Kostka Biernackiego. Kostek Biernacki by?
na Polesiu kim? wi?cej ni? carem.
Tam jeszcze by?a II Rzeczpospolita. Ch?opi, stra? obywatelska
z kijami, powiadomili posterunkowego o jakich? obcych we wsi, czyli o nas. Po
paru dniach ci sami ch?opi przyszli nas aresztowa?. Przedstawili si? jako
w?adza sowiecka.
W Pru?anach w?adza sowiecka. Warszawa obl??ona. My
postanowili?my jecha? do Wilna na studia.
Ale w Wilnie, gdzie dowiedzia?em si?, ?e Warszawa pad?a, nie
by?o zupe?nie atmosfery do studiowania. Oficerowie polscy zostali internowani.
Ich ?ony sta?y w kolejkach do sowieckiej komendantury. Wszystkie og?oszenia w
Wilnie podawano w pi?ciu j?zykach - rosyjskim, bia?oruskim, litewskim, jidisz i
polskim.
Na dworcu kupi?em bilet do Grodna. Stamt?d na gap? dojecha?em
do Bia?egostoku. W Bia?ymstoku na dworcu koczowa?y setki ludzi.
Enkawudzista rozkaza?: - Prosz? nie wychodzi? z dworca. Rano
b?dziemy wypuszcza? na miasto i perony.
My?l? sobie, niedobrze. Do poznanego tam ch?opaka z
kieleckiego mwi?: - Lepiej wyjd?my.
Okupacj? sp?dzi?em w Warszawie. Najpierw pracowa?em
jako robotnik przy budowie domu na Saskiej K?pie. Potem zg?osi?em si? na
wolontariusza do szpitala.
Przed wojn? mia?em pieni?dze w banku, dziesi?? tysi?cy
z?otych. Raz pobra?em, po d?ugim staniu w kolejce, 50 z?otych. Reszt? po wojnie
- starczy?o na bilet ze Szczecina do Zakopanego dla mnie i ?ony.
Rodzice przed wojn? sprzedali dom w Dobrzyniu. 33 tysi?ce
z?otych i per?y z?o?yli w sejfie Banku Handlowego. Niestety, podczas
bombardowa? bank sp?on??. Przypalone pieni?dze zamieniono rodzicom na m?ynarki.
Per?y wyblak?y od wysokiej temperatury. Moja mama dosta?a je od mojej babci - Nieczajewej.
Potem podarowa?em je mojej ?onie.
W 1941 roku wzi?li?my ?lub w cerkwi na Pradze. Zamieszkali?my
z Nin? przy ulicy gen. Zaj?czka.
Podczas Powstania Warszawskiego, 5 sierpnia, w moje urodziny,
w pi?kny s?oneczny dzie? wyszed?em na podwrko z o?miomiesi?cznym synem Igorem.
Wpadli ?o?nierze z pobliskiej Cytadeli i wzi?li mnie i 35 osb jako
zak?adnikw. W dzie? nosili?my Niemcom ?ywno?? i amunicj?, na noc zamykano nas
w kazamatach. Pewnego dnia odliczono pi?? osb i kazano im zosta?. Zazdro?cili?my
im, my?l?c ?e s? wolni. Potem ich rozstrzelano.
Po dwch tygodniach wypuszczono nas i, jak wi?kszo??
warszawiakw, wyp?dzono z Warszawy. Szli?my na Pruszkw.
Po drodze spotka?em rodzin?. Wszyscy odnale?li?my si? w
Skierniewicach, w domu, ktry kiedy? wynajmowa? dziadek Niny, nadle?niczy w
Zwierzy?cu ko?o Skierniewic.
W Skierniewicach zasta?o nas wyzwolenie. Stamt?d, po torach,
dotarli?my do Warszawy.
Najwa?niejsze by?o dla mnie doko?czenie studiw. Uko?czy?em
je w Poznaniu w czerwcu 1945 roku. Sta? mia?em w ?odzi i Kaliszu.
Po wojnie by?o bardzo du?e zapotrzebowanie na lekarzy
wojskowych. Ale warunki pracy dla tych lekarzy by?y wwczas bardzo marne.
Capn?li mnie do wojska. Tam znalaz?em si? po?rd czterystu lekarzy po studiach
na oficerskim kursie przeszkolenia. Ka?dy, jak mg?, broni? si? przed zostaniem
w wojsku. A ja nie. Najwa?niejszy tam by? sowiecki genera? Ogurcow.
Ten powiada?: - ?eby?cie nawet pisali, ?e macie wujka w
Ameryce, ?e byli?cie w podziemiu, nic wam nie pomo?e. Wszyscy b?dzie s?u?y? w
wojsku. I niektrzy pisali o wujkach, ostentacyjnie modlili si? na kolanach.
Zwolniono tylko mnie. Powd: bezpartyjny, uciekinier z Rosji, te?? -
przedwojenny sekretarz synodu.
W 1947 roku zamieszkali?my w Szczecinie. Tu by?a praca i
mieszkanie dla nas i dzieci (mieli?my ju? dwch synw - Igora i Aleksandra).
Jeszcze w 1953 roku odezwa?y si? przedwojenne echa.
Na ulicy w Szczecinie podszed? do mnie osi?ek z UB. - W 1937
roku ?le pan mwi? o Zwi?zku Radzieckim - powiedzia?. - Nale?a? pan do
antysowieckiej organizacji, przyjecha? pan do Szczecina, aby przerzuca? ludzi
na Zachd.
Konkluzja by?a taka: - Dla zmazania win proponujemy
wsp?prac?.
Odmwi?em. Ca?? noc trzymano mnie w ma?ym pokoiku na poddaszu
w jednym ze szczeci?skich hoteli.
Pracowa?em w Szczecinie w szpitalu. W 1952 roku uzyska?em
stopie? doktora medycyny. I oto w 1953 roku umar? Stalin. Odwil?. Ze Zwi?zku
Radzieckiego nadchodz? dobre wie?ci. Czu?em si? Rosjaninem. Uwa?a?em, ?e moje
miejsce jest w Rosji. ?ona ze mn? si? zgadza?a.
Pojechali?my do Zwi?zku Radzieckiego. Ja, ?ona i pi?tka
dzieci (Igor, Aleksander, Lidia, Natalia i Fiodor). Meble gda?skie,
kupione w Szczecinie, wys?a?em osobno.
Zatrzymali?my si? w Kis?owodsku, w jednym z kaukaskich
uzdrowisk.
- Z Zachodu do Zwi?zku Radzieckiego? - dziwili si? wszyscy. -
Na pewno ich zes?ano za jakie? przewinienie.
Niestety, tam si? nam nie u?o?y?o. Po pierwsze nie by?o
mieszkania. Ulokowano nas w ma?ej izdebce izolatki. Wci?? czeka?em na meble,
ktre nie nadchodzi?y. Lekarz z Kis?owodska mwi?: - Ja si? martwi? co to
b?dzie, gdy te meble przyjad?. Nie mam na nie miejsca. I meble nadesz?y.
Biblioteka, komoda, biurko - ci??kie meble poniemieckie sta?y w sanatoryjnym
parku. Obok nich pianino. Nieraz przechodnie grali na nim w nocy.
Z trudem dostali?my mieszkanie. Niektrzy koledzy lekarze,
ktrzy czekali na nie od dziesi?ciu lat, byli oburzeni.
Niestety, panowa? tam wci?? strach. Ja nie pasowa?em ju? do
tamtej mentalno?ci.
W przyp?ywie desperacji napisa?em list do Chruszczowa.
Dosta?em z kancelarii Kremla potwierdzenie. Skar?y?em si?, ?e nie mam
mieszkania, nie ma kliniki, w ktrej mia?em pracowa?, itd.
Ale wkrtce nasza sytuacja si? poprawi?a. Zacz?li?my
otrzymywa? z miejscowego dzia?u gospodarczego paczki ?ywno?ciowe.
By?em reumatologiem, a najbli?szy taki oddzia? by? w Soczi.
Szykowa? si? tam zjazd reumatologw. Bez zaproszenia nikt by
mnie jednak nie wpu?ci?. W tamtejszym instytucie otrzymano skomplikowan?
aparatur? do badania serca, z obja?nieniami po angielsku, francusku i
niemiecku. Przet?umaczy?em instrukcj?. W zamian pani doktor, ktra nazywa?a si?
Idea Bia?a, wystara?a si? dla mnie o zaproszenie.
Zamiast na urlop do Soczi pojechali?my do Polski. Po miesi?cu
w Szczecinie podj??em prac? w tym samym szpitalu, w ktrym pracowa?em przed
wyjazdem.
Meble gda?skie zosta?y w Kis?owodsku na zawsze.
Rocznej przygody prze?omu lat 1958 - 1959 w Rosji nie ?a?uj?
do dzi?.
fot. archiwum rodziny Nieczajeww