•Artykułów• : 211
•Odsłon• : 2631704
Dobrzyniaki
LUD ZIEMI DOBRZYŃSKIEJ ( DOBRZYNIAKI )
Gwarecki ( Opis ziemi Dobrzyńskiej, 1825) mówi:
„Rzadko która wieś w ziemi Dobrzyńskiej jest bez osad czynszowych gospodarzy pojedynczo i oddzielnie od siebie i wsi mieszkających. Słowo Rumunek jest tu powszechnie używane; zapewne bierze swój początek od słowa niemieckiego Raum, to jest miejsce wolne. Ponieważ wszystkie prawie wsie w ziemi dobrzyńskiej, miały dawniej bory i zarośle, przeto za napływem do niej narodu niemieckiego, dziedzice wsiów pozwalali mu w tych miejscach budować i osiedlać się; że zaś dla ulokowania się każdy przybysz musiał bór lub zarośle wycinać, i dopiero stawia budowlę, co wszystko w języku niemieckim Raum machen Raumung, miejsce czynić znaczy, stąd także pojedyncze osady Rumonkami są nazwane, ile że na nich najwięcej Niemców mieszka. W ogólności uważając, każdy takowy Rumunek ma jednego mieszkańca, w gruncie oddzielne ograniczenie, z którego wedle umowy z dziedzicem czynsz płaci. Termin do składania tegoż zaś na ś.Marcin ( 11 listopada ) rocznie jest postanowiony.
Zwróciwszy uwagę na tychże osadników co do sposobu gospodarowania, oddać im trzeba sprawiedliwość, iż są, czynni, pracowici i przemyślni; z każdego szczególu gospodarstwa podobny osadnik stara się korzystać prócz chodowania trzody chlewnej, bydła rogatego, od którego starannie zbierają masło i ser, usposabiają się do wychowania dobrych koni, za które szczegolniej w okolicach Lipna i Rypina osiedli, znaczne pieniądze biorą. Nadto każdy z nich stara się umieć jakie rzemiosło; i tak, można znaleźć po Rumonkach dobrych stolarzy, cieśli, stelmachów, płocienników itd., z tych ostatni, piękno płótno, obrusy i serwety cienkie wyrabiają, stąd też co de wypłacalności i regularnej czynszu, przyznać im wypada zalętę. Co do wad moralnych, tych mało posiadają; zawsze są trzeźwi, kradzież jest u nich obrzydłym występkiem; ogólnie mówiąc jest to lud powolny, spokojny, pracowity i przemyślny.
Odzież ich składa się powszechnie albo z surduta z sukna granatowego długiego z spadającym na ramiona wycinanym kołnierzem, u którego guziki spiżowe, bądź inne kruszcowe, duże we dwa rzędy, lub też ze pancerka z podobnegoż sukna o jednym rzędzie podobnychże guzików gęsto na przodzie zasadzonych; używają kapelusza (czarnego) okrągłego, z dużemi skrzydłami, płaszcza z mała, jedną peleryną. Kobiety noszą w zimie spódnice sukienne rozmaitego koloru krótkie po kolana, mocno fałdowane, sznórówkę i spencer sukienny (granatowy), u którego w tyle jest kilka fałdów guzikami obsadzonych; latem zaś, używają odzieży krojem spódnic z płótna na granatowym tle w kwiatki rozmaite białe drukowanego uszyte. Na głowie noszą czapki bądź z perkalu kolorowego, bądź z płótna, na samym wierzchu głowy leżące i pod brodę zawiązane. Mówią wszyscy językiem grubym niemieckim, z niejaką odmianą wyrazów, tak iż uczony Niemiec często domyślać się musi.
Ks. M.Smoleński ( Cztery kościoły w ziemi Dobrzyńskiej, 1869) powiada:
„Ludności katolickiej zajmującej się uprawą roli i rzemiosłem w parafii Dulsk jest 2.000 dusz. (do parafi Dulsk należą: miasto Dobrzyń i wsie: Dulsk, Sokołowo, Białkowo, Kamionka, Zaremba, Wilczewo, Wilczewko, Frankowo, Słonawy i kilka Rumunów zwanych: Pólka, Sobieraje, Kierzni, Cegielnia, Kurancya, Wilczewiec). Dobrzyń (nad Drwęcą) liczący do 1.500 chrześcian (połowa ewangelików) ewangelików drugie tyle zatrudnionych handlem żydów, staje się coraz okazalszym, zwłaszcza w dzielnicach wygorzałych, gdzie na zgliszczach drewnianych chałup wznoszą się w kierunku przez urząd wskazanym piękne murowane domy. Lud parafii Dulsk, jako i całej ziemi Dobrzyńskiej, w mnogich względach różni się od mieszkańców innych prowincyj polskich. Mówi językiem zbliżonym do książkowego; nie syka po mazursku ( np. ojce nas, zyto, psenica itp.), nie przekręca (pochyla) samogłosek jako w okolicy Raciąża (pon, motka, bobka?), nie przeciąga na wzór Kujawiaków i Podlasian. To mu tylko zarzucić można, iż od dawna zostając w stosunkach z cudzoziemcami naplątał wyrazów niemieckich (frysztyk-śniadanie, taglownik-najemnik dzienny, graca-motyka, fryjur-wiosna, klaftra-stos, sąg itd.).
Osiedli po niektórych koloniach i wsiach Niemcy składają gminy ewangelickie. Polacy zaś należą do kościoła katolickiego. Są, oni dość pobożni i moralni; ohydne zbrodnie (zabójstwa, rabunku, podpalenia itp.) nie są tu zbyt częste, zwłaszcza od zaprowadzenia towarzystwa wstrzemięźliwości (1855r.). Wielu nie wytrwało w chwalebnym przedsięwzięciu; więcej atoli jest takich, co poznawszy błogie skutki trzeźwości, nie posmakują, napojów rozpalających. W odzieży nie ma tu nic rażącego(!). Białych i burych samodziałem ani ujrzeć, płótniarki nie w modzie, noszenie koszuli na parciankach (spodniach zgrzebnych), szeroki pas z torebeczkami z krzesiwem i kozikiem – jak w Galicyi – tu by wyśmiano. Mężczyźni noszą ,szerokie buty spodnie i spacery z granatowego i cienkiego sukna, upstrzone przy kieszeniach z zapięciu bielami ze szkła guziczkami. Na to biorą płaszcz również granatowy z długim wiszącym kołnierzem czyli peleryną. Wysoki pod uszy kołnierz od koszuli przytwierdzają do szyi jaskrawą chustką. Buty noszą wysokie; głowy okrywają pilśniowym czarnym o małych skrzydłach wysokim kapeluszem, zwężonym u góry na podobę głowy cukru. Chłopacy stroją kapelusze czarne z białemi sprzączkami szerokie aksamitne wstążki i pawie pióra. Zamożniejsi na wzór szlachty i mieszczan, biorą się do surdutów i niskich o szerokich skrzydłach kapeluszy. Przy pracy dodzierają pod-noszone (znoszone, stare) szaty świętalne, okrywają się też w kożuchy i opończe, jak kto może itp. Kobiety również przyzwoicie się noszą. Przy zatrudnieniach domowych najczęściej okryte modrem z własnego przędziwa płótnem (nie umiejąc go same wyrabiać, przędzę oddają tkaczom Niemcom). Do kościoła i na zabawę ubierają się w różnokolorowe z perkaliku, płócienka, flaneli itp. sukienki i kaftany. Na to w porze chłodnej zarzucają duże wełniane jaskrawo-kraciaste chustki. Dziewczęta zdobią zgrabnie uczesane głowy, w aksamitki i wieńce; mężatki w białe ze wstążkami i kwiatkami czepki, przepasane cienką jedwabną chustką. Dziwacznych kożuszych czapek osłaniających po uszy i usta twarze kobiet na Szląsku, ani potwornych zawojów i cudacznych po pięty welonów (jak na Rusi), ani też wielkich z podkowami butów (jak w Galicyi), Dobrzynianki wcale nie znają. Postępowsze wszakże zaczynają nosić okrycia damskie, zielono rękawiczki, parasolki itp.
Panowie – z wyjątkiem bardzo niewielu – lepszą gospodarstwo, poprawiają rasę zwierząt domowych wznosząc dla nich piękne i okazałe budynki, nie zapomnieli i o swoich braciach (o swych bliźnich); nie pozwolili swym ludziom gnić w nędznych bez kominów w lepiankach, z jakich się składają wsie i miasta nawet galicyjskie; stawiali więc dla nich obszerne domy, a oddzielnie stodółki i chlewki dla ich krów i drobnej chudoby. Tak wzniesione z drzewa, kamienia lub cegły budynki i w dobrym stanie kosztem dworu utrzymywane, były korzystne dla zdrowia, a otoczone porządnie zagrodzonemi sadkami mile działały na oko podróżnego.
Cała wieś stanowiła zwykle ulica obstawiona w linie jednej wielkości i formy budynkami. Od czasu uwłaszczenia, obok innych zmian i wioski inną przybrały postać; szlachcic nie ma do nich już nic, a nowi dziedzice (chłopi) powiększają je, przy okazałych domach wznoszą nowe chaty, stodoły, stajnie itp. bez względu na ład i porządek jakikolwiek. Co się tyczy gospodarstwa; to ono w ziemi Dobrzyńskiej znacznie lepiej stoji, niż w innych częściach Królestwa. Panowie na sposób zagraniczny zaprowadzili płodozmian, podnieśli cenę ziemi przez rowy, dreny i sztuczne nawozy itp., przyjęli od Niemców tak zwane bez-koleśne pługi, pogłębiacze, młóckarnie itp. Za szlachtą choć z wolna idą włościanie. Na ich jedno-kawałkowych polach widać już wykę, koniczynę, czasem i okopowe rośliny – budynki okazałe i schludne, przy nich spory owocnik, przy drogach i rowach płonki, topole lub wierzby, w podwórzu wóz półtoraczny na żelaznych osiach, amerykański pług, żelazne brony, dobre w stajni konie, krowy i owce, maszynka do krajania sieczki, młynek itp. Wszystko to napotkać można głównie w majątkach poduchownych, rozkolonizowanych niegdyś przez rząd pruski (Dobrzejewice, Ciechocin, Nowawieś, Nowogród, Węgiersk itp.). Gospodarze uwłaszczeni w latach ostatnich, nie dorównują wprawdzie tamtym; znaczy atoli uczynili już postęp.
W Dulsku prawie wszyscy wzięli się do nowych pługów i bron. Uprząż na koniach dość okazała, a na żelazno-ośnych wozach ujrzysz malowane wasągi. Dla (z powodu) rozdrobnionych wiosek, a może dla wyższej niż indziej oświaty; występne zabawy, nieprzystojne śpiewy, naganne zabobony i gusła itp. są tu bardzo rzadkie. Pijaństwo ustało, w mnogich wsiach karczmy całkiem upadły. W Dulsku jeszcze do tego nie przyszło, tam jeszcze są pijacy; spodziewać się jednak należy, że z czasem na miejscu karczmy powstanie szkoła, a z nią zakwitną obyczaje godne chrześcijan. Wzrośnie pobożność, spokój i zgoda miedzy sąsiadami. Tego życzy wszystkim Dobrzyniakom i moim dawnym parafianom!”
Powyższy tekst zaczerpnięto z portalu internetowego
„ Genealogia Stankiewicze z przyjaciółmi”
